Zofia Nałkowska
Jest się takim, jak myślą ludzie, nie jak myślimy o sobie my, jest się takim, jak miejsce, w którym się jest.
Jest się takim, jak myślą ludzie, nie jak myślimy o sobie my, jest się takim, jak miejsce, w którym się jest.
Tagi:
Zofia Nałkowska
17.05.2012 o godz. 11:37
komentuj (0)
Najważniejsze, abyśmy nigdy nie przestali zadawać pytań. Ciekawość ma swoje własne racje istnienia. Nie sposób nie oniemieć z zachwytu, gdy kontempluje się tajemnice wieczności, życia, czy też wspaniałej struktury rzeczywistości. Wystarczy spróbować pojąć choćby drobny fragment tej tajemnicy każdego dnia. Nigdy nie wolno utracić tej świętej ciekawości.
Tagi:
Albert Einstein
17.05.2012 o godz. 11:36
Wiedzę możemy zdobywać od innych, ale mądrości musimy nauczyć się sami.
Adam Mickiewicz
Adam Mickiewicz
Tagi:
Adam Mickiewicz
17.05.2012 o godz. 11:30
Kto miłości nie zna, ten żyje szczęśliwy, i noc ma spokojną, i dzień nietęskliwy.
Tagi:
Adam Mickiewicz
17.05.2012 o godz. 11:29
Adam Mickiewicz
Powtarzając dobranoc, nie dałbym ci zasnąć.
Powtarzając dobranoc, nie dałbym ci zasnąć.
Tagi:
Adam Mickiewicz
17.05.2012 o godz. 11:29
ODA DO MŁODOŚCI
Bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy;
Młodości! dodaj mi skrzydła!
Niech nad martwym wzlecę światem
W rajską dziedzinę ułudy:
Kędy zapał tworzy cudy,
Nowości potrząsa kwiatem
I obleka w nadziei złote malowidła.
Niechaj, kogo wiek zamroczy,
Chyląc ku ziemi poradlone czoło,
Takie widzi świata koło,
Jakie tępymi zakreśla oczy.
Młodości! ty nad poziomy
Wylatuj, a okiem słońca
Ludzkości całe ogromy
Przeniknij z końca do końca.
Patrz na dół - kędy wieczna mgła zaciemia
Obszar gnuśności zalany odmętem;
To ziemia!
Patrz. jak nad jej wody trupie
Wzbił się jakiś płaz w skorupie.
Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem;
Goniąc za żywiołkami drobniejszego płazu,
To się wzbija, to w głąb wali;
Nie lgnie do niego fala, ani on do fali;
A wtem jak bańka prysnął o szmat głazu.
Nikt nie znał jego życia, nie zna jego zguby:
To samoluby!
Młodości! tobie nektar żywota
Natenczas słodki, gdy z innymi dzielę:
Serca niebieskie poi wesele,
Kiedy je razem nić powiąże złota.
Razem, młodzi przyjaciele!...
W szczęściu wszystkiego są wszystkich cele;
Jednością silni, rozumni szałem,
Razem, młodzi przyjaciele!...
I ten szczęśliwy, kto padł wśród zawodu,
Jeżeli poległym ciałem
Dał innym szczebel do sławy grodu.
Razem, młodzi przyjaciele!...
Choć droga stroma i śliska,
Gwałt i słabość bronią wchodu:
Gwałt niech się gwałtem odciska,
A ze słabością łamać uczmy się za młodu!
Dzieckiem w kolebce kto łeb urwał Hydrze,
Ten młody zdusi Centaury,
Piekłu ofiarę wydrze,
Do nieba pójdzie po laury.
Tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga;
Łam, czego rozum nie złamie:
Młodości! orla twych lotów potęga,
Jako piorun twoje ramię.
Hej! ramię do ramienia! spólnymi łańcuchy
Opaszmy ziemskie kolisko!
Zestrzelmy myśli w jedno ognisko
I w jedno ognisko duchy!...
Dalej, bryło, z posad świata!
Nowymi cię pchniemy tory,
Aż opleśniałej zbywszy się kory,
Zielone przypomnisz lata.
A jako w krajach zamętu i nocy,
Skłóconych żywiołów waśnią,
Jednym "stań się" z bożej mocy
Świat rzeczy stanął na zrębie;
Szumią wichry, cieką głębie,
A gwiazdy błękit rozjaśnią -
W krajach ludzkości jeszcze noc głucha:
Żywioły chęci jeszcze są w wojnie;
Oto miłość ogniem zionie,
Wyjdzie z zamętu świat ducha:
Młodość go pocznie na swoim łonie,
A przyjaźń w wieczne skojarzy spojnie.
Pryskają nieczułe lody
I przesądy światło ćmiące;
Witaj, jutrzenko swobody,
Zbawienia za tobą słońce!
Bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy;
Młodości! dodaj mi skrzydła!
Niech nad martwym wzlecę światem
W rajską dziedzinę ułudy:
Kędy zapał tworzy cudy,
Nowości potrząsa kwiatem
I obleka w nadziei złote malowidła.
Niechaj, kogo wiek zamroczy,
Chyląc ku ziemi poradlone czoło,
Takie widzi świata koło,
Jakie tępymi zakreśla oczy.
Młodości! ty nad poziomy
Wylatuj, a okiem słońca
Ludzkości całe ogromy
Przeniknij z końca do końca.
Patrz na dół - kędy wieczna mgła zaciemia
Obszar gnuśności zalany odmętem;
To ziemia!
Patrz. jak nad jej wody trupie
Wzbił się jakiś płaz w skorupie.
Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem;
Goniąc za żywiołkami drobniejszego płazu,
To się wzbija, to w głąb wali;
Nie lgnie do niego fala, ani on do fali;
A wtem jak bańka prysnął o szmat głazu.
Nikt nie znał jego życia, nie zna jego zguby:
To samoluby!
Młodości! tobie nektar żywota
Natenczas słodki, gdy z innymi dzielę:
Serca niebieskie poi wesele,
Kiedy je razem nić powiąże złota.
Razem, młodzi przyjaciele!...
W szczęściu wszystkiego są wszystkich cele;
Jednością silni, rozumni szałem,
Razem, młodzi przyjaciele!...
I ten szczęśliwy, kto padł wśród zawodu,
Jeżeli poległym ciałem
Dał innym szczebel do sławy grodu.
Razem, młodzi przyjaciele!...
Choć droga stroma i śliska,
Gwałt i słabość bronią wchodu:
Gwałt niech się gwałtem odciska,
A ze słabością łamać uczmy się za młodu!
Dzieckiem w kolebce kto łeb urwał Hydrze,
Ten młody zdusi Centaury,
Piekłu ofiarę wydrze,
Do nieba pójdzie po laury.
Tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga;
Łam, czego rozum nie złamie:
Młodości! orla twych lotów potęga,
Jako piorun twoje ramię.
Hej! ramię do ramienia! spólnymi łańcuchy
Opaszmy ziemskie kolisko!
Zestrzelmy myśli w jedno ognisko
I w jedno ognisko duchy!...
Dalej, bryło, z posad świata!
Nowymi cię pchniemy tory,
Aż opleśniałej zbywszy się kory,
Zielone przypomnisz lata.
A jako w krajach zamętu i nocy,
Skłóconych żywiołów waśnią,
Jednym "stań się" z bożej mocy
Świat rzeczy stanął na zrębie;
Szumią wichry, cieką głębie,
A gwiazdy błękit rozjaśnią -
W krajach ludzkości jeszcze noc głucha:
Żywioły chęci jeszcze są w wojnie;
Oto miłość ogniem zionie,
Wyjdzie z zamętu świat ducha:
Młodość go pocznie na swoim łonie,
A przyjaźń w wieczne skojarzy spojnie.
Pryskają nieczułe lody
I przesądy światło ćmiące;
Witaj, jutrzenko swobody,
Zbawienia za tobą słońce!
Tagi:
Adam Mickiewicz
17.05.2012 o godz. 11:27
Erich Fromm
Nie jest bogaty ten kto dużo ma, lecz ten, kto dużo daje.
Nie jest bogaty ten kto dużo ma, lecz ten, kto dużo daje.
Tagi:
Erich Fromm
16.05.2012 o godz. 19:41
Jest się takim, jak myślą ludzie, nie jak myślimy o sobie my, jest się takim, jak miejsce, w którym się jest.
Zofia Nałkowska
Zofia Nałkowska
Tagi:
Zofia Nałkowska
15.05.2012 o godz. 15:48
I oto jest temat: mężczyźni! Ach, jeszcze raz można o tym pomówić do syta! Wystarczy młody, ładny buziak, żeby opuścić żonę, z którą przeżyło się dwadzieścia lat, żeby opuścić dorastające dzieci. Mężczyzna! Jakiś niższy gatunek ludzi, rodzaj zwierząt, które należy opanowywać, ujarzmiać, tresować, które trzeba umieć trzymać. Poświęca się temu całe życie, całą inteligencję uczucia, całą przemyślność instynktu, stwarza się nową dyscyplinę psychologiczną, pełną wskazań, norm i paragrafów - NA PRÓŻNO.
Tagi:
Zofia Nałkowska
15.05.2012 o godz. 15:48
Polecam.
Emsia"."
15.05.2012 o godz. 14:39
Archeolog to wymarzony mąż, im żona starsza tym bardziej się nią interesuje.
Agatha Christie
Agatha Christie
Tagi:
Agatha Christie
12.05.2012 o godz. 20:36
Nie polityka powinna rządzić ludźmi, lecz ludzie polityką.
Napoleon Bonaparte
Napoleon Bonaparte
Tagi:
Napoleon Bonaparte
12.05.2012 o godz. 20:36
Nudne, szare życie bez większych emocji i ze sporadycznym ciupcianiem. Chyba gorzej być nie może. Gdzie się podział sławetny element chaosu, który podobno jest wszechobecny i napędza wszechświat?
Nic to. Poczekam i zobaczę, co się wykluje. A nuż, życie pozytywnie mnie zaskoczy. Jeśli nie - sama sobie zrobię niespodziankę.
Nic to. Poczekam i zobaczę, co się wykluje. A nuż, życie pozytywnie mnie zaskoczy. Jeśli nie - sama sobie zrobię niespodziankę.
Co do anime - zakochałam się w ZETMAN'ie. W openingu, który wydał mi się beznadziejny, w groteskowych potworach, jak z kreskówek dla gówniarzy i... w historii po prostu. Nawet uzupełniam anime doczytując mangę, bo oczywiście w anime jest wszystko ładnie poskracane. Ale fakt, że wyszło całkiem zgrabnie. Przypomina mi to lata młodszej młodości, gdy oglądałam starych X-Men'ów. To były czasy!
Tagi:
anime
10.05.2012 o godz. 22:23
A tak wpadam na sekund pięć. Co u mnie? Bez zmian. Cały czas mam pod górkę, co raz więcej na głowie, coraz to więcej lekarzy...długo by tu pisać. W domu też nie lepiej. Z ojcem dziecka - w tej kwestii to już brak słów to mało powiedziane. Sporo bym tu musiała pisać ale mnie mam sił i weny.
Finansowo bez zmian. Auto mi się sypie - więc szukam innego.
Ja raz mam dołka raz nie. W pracy różnie. Moje życie osobiste bez zmian. W takich warunkach można zapomnieć o życiu osobistym.
Na majówce coś tam trochu odpoczęłam i nie odpoczęłam. Bynajmniej czas z dzieckiem spędziłam. W końcu jestem rodzicem więc skończyło się rumakowanie, a że ma autyzm nie zawsze wchodzę tam gdzie tłum. Moja to krew i pomimo choroby kocham go nad życie.
W domu bez zmian, z mamą różnie, lecz nie idzie ku lepszemu, ale pogodziłam się z tym, sama świata nie zawojuje.
Ogólnie nie mam co narzekać. Wiadomo mogłoby być lepiej, lepsze warunki, lepsza płaca, chłopak, miłość i takie tam...ale cóż nie wszystko można mieć. moja kumpela z klatki obok to mnie rozumie i wie, że w takich warunkach co ja mieszkam to i tak się dziwi, że funkcjonuje racjonalnie, działam i śmieje się pomimo problemów i wie, że w moim przypadku nie ma szans na życie towarzyskie. nawet jakbym miała się gdzieś wybierać nie miałabym z kim. Z resztą to mnie nie kręci. A jak mam spotkać księcia to spotkam go choćby w sklepie, na drodze, na zakręcie :)..i modle się że ten na górze da mia taką niespodziankę...tego jedynego....
dobra zmykam dalej :)..
pozdro moi mili
Finansowo bez zmian. Auto mi się sypie - więc szukam innego.
Ja raz mam dołka raz nie. W pracy różnie. Moje życie osobiste bez zmian. W takich warunkach można zapomnieć o życiu osobistym.
Na majówce coś tam trochu odpoczęłam i nie odpoczęłam. Bynajmniej czas z dzieckiem spędziłam. W końcu jestem rodzicem więc skończyło się rumakowanie, a że ma autyzm nie zawsze wchodzę tam gdzie tłum. Moja to krew i pomimo choroby kocham go nad życie.
W domu bez zmian, z mamą różnie, lecz nie idzie ku lepszemu, ale pogodziłam się z tym, sama świata nie zawojuje.
Ogólnie nie mam co narzekać. Wiadomo mogłoby być lepiej, lepsze warunki, lepsza płaca, chłopak, miłość i takie tam...ale cóż nie wszystko można mieć. moja kumpela z klatki obok to mnie rozumie i wie, że w takich warunkach co ja mieszkam to i tak się dziwi, że funkcjonuje racjonalnie, działam i śmieje się pomimo problemów i wie, że w moim przypadku nie ma szans na życie towarzyskie. nawet jakbym miała się gdzieś wybierać nie miałabym z kim. Z resztą to mnie nie kręci. A jak mam spotkać księcia to spotkam go choćby w sklepie, na drodze, na zakręcie :)..i modle się że ten na górze da mia taką niespodziankę...tego jedynego....
dobra zmykam dalej :)..
pozdro moi mili
Tagi:
ja
05.05.2012 o godz. 18:17

Chyba każdy kto interesuje się BL zna albo słyszał o Ai no Kusabi. Teraz też dostępna jest odpicowana wersja, która docelowo ma się składać z ośmiu ovek. Na torrentach dostępne są 4 i jak na razie nie wiem kiedy będą następne U_U
Tak tylko chciałam się podzielić moim szczęściem ;P
Więcej screenów poniżej:
02.05.2012 o godz. 13:41

Kotomine dzielnie walczy o tytuł najgorszego-z-tych-złych. Po tym jak z samochodu obserwował swego nauczyciela żegnającego się "na wszelki wypadek" z rodziną, mógł go spokojnie pchnąć w plecy sztyletem, który, o ironio!, dostał od niego w prezencie.

Surprise butt sex?!
No! Just surprise stabbing!
29.04.2012 o godz. 20:00
Po dwóch miesiącach wreszcie się zebrałam i napisałam drugą część do "Plăcere". Nie jest co prawda zbyt lotna i spójna, ale chciałam, żeby wszystko było w niej podsumowane.
mam nadzieję, że się spodoba
PLĂCERE, 2
pairing: Prusy, Rumunia
Obudził się, ale nie otworzył oczu od razu. Zrobił to dopiero wtedy, kiedy próby ponownego zapadnięcia w sen nie powiodły się. Ziewnął, przekręcił się na plecy i wbił wzrok w sufit. Ból głowy, niedawno niemal w ogóle niewyczuwalny, znacznie się pogorszył i dawał o sobie znać pulsując w skroniach. Viorel ziewnął jeszcze raz i przekręcił głowę.
Na poduszce obok leżał nagi Gilbert.
Rumun zaklął z cicha, wyplątał nogi z kołdry i nóg albinosa i podniósł się z łóżka. Szeroko otworzył okno, szybko się ubrał i wyszedł z sypialni do salonu, naiwnie wierząc, że znajdzie coś do jedzenia. Rzecz jasna nie znalazł nic, oprócz napoczętej wczoraj whiskey, porozrzucanych papierów i brudnej kanapy. Przełknął ślinę, uśmiechnął się bezwiednie i wyszedł z pokoju.
Viorel nastawił czajnik we wspólnej kuchni i usiadł przy stole. Podparł głowę ręką i walczył z sennością. Wpół do szóstej. Rano. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz wstał przed ósmą. Ziewnął szeroko, zamlaskał.
- Nie wiedziałam, że wstajesz tak wcześnie.
Rumun otworzył oczy. Przed nim stała Elizaveta – rozczochrana, blada, z ironicznym wyrazem twarzy. Piękna. Na cienkim materiale koszuli nocnej wyraźnie odznaczały się stojące sutki, doskonale widoczne były również niemałe, okrągłe piersi. Koszula opinała ładną, stanowczo niepłaskie pośladki i okrągłe, zgrabne uda. Viorel przełknął ślinę.
- Bo nie wstaję. To sytuacja jednorazowa.
- Jęki z pokoju Francisa cię obudziły?
- Nie.
Podawanie przyczyny uznał za zbędne. Ona zresztą nie wyglądała na specjalnie zainteresowaną tematem.
Czajnik cichym pyknięciem poinformował o zagotowaniu się wody. Viorel podniósł się ciężko i zalał wrzątkiem podwójną ilość kawy, a następnie zdrowo ją posłodził i dodał ociupinę znalezionego w pokoju cukru waniliowego. Starał się nie dotykać stojącej obok dziewczyny; czuł, ze jeżeli to zrobi, serce rozwali mu klatkę piersiową. Szybko wziął duża filiżankę w dłonie i skierował się do wyjścia z kuchni.
- Viorel?
Stanął w progu, odwrócił się, spojrzał pytająco. Kiedy ostatni raz powiedział do niego po imieniu?
- Był u ciebie Gilbert?
- Nie – skłamał szybko z kamienną twarzą, chociaż zalała go nagle dziwna fala ciepła. – Na diabła miałby do mnie przychodzić?
- Po prostu myślałam… Nie, nieważne.
Rumun poczekał jeszcze chwilę, ale Elizaveta nic więcej nie powiedziała. Nie odwróciła się nawet.
Więc poszedł do siebie.
Zebrał papiery z podłogi i siorbnął trochę kawy z kubka. Syknął i zaklął, gdy sparzył sobie usta. Znalezionym w kieszeni spinaczem złączył kartki i położył je na stole, a następnie poszedł do sypialni. Trzeba się spakować.
Postawił kawę na parapecie, zamknął okno i spojrzał na trzęsącego się z zimna Gilberta. Troskliwie przykrył go kołdrą. Spod łóżka, brzęcząc suwakami, wyjął dużą torbę. Zaczął powoli znosić do niej ubrania i inne rzeczy, bezlitośnie stukając przy tym szufladami, skrzypiąc drzwiami od szafy i głośno siorbiąc kawę z kubka, mrucząc przy tym rumuńskie piosenki. Postanowił obudzić Gilberta i delikatnie dać mu do zrozumienia, żeby spadał.
- Długo jeszcze zamierzasz do kurwy nędzy tak hałasować?
W odpowiedzi Viorel głośno trzasnął szufladą. Prusak wymamrotał coś do siebie pod nosem i schował głowę pod poduszkę. Rumun zerknął na niego, a potem stanął na środku pokoju i rozejrzał się dookoła. Prawie wszystko spakowane, a jest dopiero 6.30. Niezły czas.
Położył się na łóżku i głośno westchnął, uśmiechając się. Gilbert prawie natychmiast zarzucił mu ramię na tors. Viorel przekręcił głowę i spojrzał na albinosa.
- Zdejmij ją ze mnie.
- Wcześnie jest – mruknął tamten, nie wiedząc czemu. – Zamknij się i śpij.
Viorel, po zastanowieniu, zamknął się i próbował zasnąć. Naprawdę próbował. Ale nie mógł.
- A… Aaa!
- Ćśśś! – syknął Gilbert, zasłaniając usta Viorela zimną dłonią. Nachylił się i pocałował go lekko w kark. – Zamknij się, wszystkich obudzisz.
- Mmm! Mhrmh se mummmrh! – mruknął Rumun i oderwał od siebie rękę albinosa. Odetchnął głośno i zacisnął zęby, żeby powstrzymać kolejną falę bólu. – Ktoś tu miał zamiar spaaa… A!
- Zamknij się, powiedziałem. Miał zamiar, ale zmienił zdanie.
- Bo naszła go ochota, żeby sobie ulżyć – odgryzł się Viorel i wtulił twarz w poduszkę, kiedy Prusak opadł na niego ciężko, dotykając biodrami pośladki Petruscu. Przez dłuższą chwilę w pokoju panowała względna cisza, zakłócana co jakiś czas tylko świszczącymi oddechami obu państw. Po dłuższej chwili Rumun zawiercił się.
- Złaź ze mnie.
- Nie. Wygodnie mi.
- Ale mi nie za bardzo. Zejdź.
Gilbert, mrucząc coś pod nosem po niemiecku, wyprostował łokcie, odklejając się od Viorela i szybko z niego wyszedł. Viorel stęknął krótko.
- S… sukinsyn z ciebie… – wystękał Rumun, z trudem przewracając się na plecy. Nagość przestała go żenować.
- Wiem – wyszczerzył zęby Gilbert i wciągnął na siebie spodnie.
Viorel spojrzał na zegar. 15.47. Do rozpoczęcia ostatniej, Bogu dzięki, obrady, zostało trzynaście minut. Po których nastąpią dwie godziny bezsensownego gadania o niczym, dodał w myślach. Znów nikt nikogo nie będzie słuchał, a problemy jak były nierozwiązane tak będą. W ogóle od dłuższego czasu te całe zjazdy przestały służyć rozwiązaniu kłopotów czy spięć na przeróżnych liniach, za to zaczęły przypominać przenośny burdel. Każdy z każdym, pełna dowolność, tylko wybierać. Viorel wcale by się nie zdziwił, gdyby niektórzy umawiali się z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem.
Petruscu westchnął i włożył między dokumenty kilka rozdziałów książki, które wydrukował z Internetu. Rozmiar taki sam, wielkość czcionki taka sama. Może nikt się nie zorientuje.
Zresztą, nie zorientowaliby się tak czy inaczej.
Rumun wyszedł z pokoju i szybko zszedł na dół, do sali konferencyjnej. Po drodze minął Elizavetę, która krzyczała na Gilberta po węgiersku i tłukła go plikiem kartek po głowie. Była odciągana od Prusaka przez Rodericha, ale z małym skutkiem. Z każdym kolejnym ciosem albinos próbował coś powiedzieć, ale zagłuszał go wysoki głos Węgierki. Viorel uśmiechnął się pod nosem.
Jakoś mu nie współczuł.
- … a ja jestem jak najbardziej za.
- Głos pana Beilschmidta nie został wzięty pod uwagę.
- Z jakiej to racji, Elka?! Ludwig, weź im cos powiedz!
Niemcy westchnął i zasłonił się gazetą. Prusy zmrużył oczy.
- Zdrajca – syknął i walnął dłońmi w stół. – Niech mi ktoś do powie, dlaczego ja do chuja ciężkiego bujam się po świecie na te zasrane konferencje, skoro i tak nikt mnie nie słucha?!
- W sumie racja – mruknęła nieśmiało Belgia, ale umilkła, zgromiona ciężkim spojrzeniem Holandii.
- Pan, panie Beilschmidt – powiedziała spokojnie Elizaveta, układając dokumenty – jeździ pan na konferencje jako Wschodnie Niemcy. A właściwie Berlin. Siłą rzeczy, jako przedstawiciel, de facto, nie kraju tylko miasta, nie ma pan w dyskusjach znaczącego głosu. Bo państwa, jak chyba nie muszę przypominać, pan nie posiada.
- Ale ja tu ciągle jestem, nie?!
Elizaveta posłała mu przeciągłe, flegmatyczne spojrzenie.
- I niestety – westchnęła, podnosząc się. – Obrady uznaję za zakończone. O następnym terminie i miejscu konferencji dowiecie się najpóźniej za miesiąc. Dziękuję i do zobaczenia.
- Suka!
Viorel uniósł głowę i spojrzał ze zdziwieniem na Prusaka.
- Nie pomyliłeś przypadkiem pokoi?
- Dlaczego mnie nie poparłeś? – spytał albinos, ignorując pytanie. Rumun wyprostował się i podparł pod boki.
- Niby dlaczego miałbym cię poprzeć, co? Bo mi wsadziłeś raz czy dwa? Bo się przespaliśmy?
Gilbert, ku zaskoczeniu Petruscu, milczał. Milczał i patrzył w ścianę, drapiąc się w przedramię.
- W porządku – Viorel kiwnął głową. – Może nawet bym ci pomógł. Gdybym tylko nie był ewentualnością od bólu głowy Elki, kto wie? Mógłbym się za tobą wstawić. A tak – wybacz.
Schylił się, wziął walizkę i podszedł do drzwi. Gilbert stanął w nich, zagradzając Rumunowi drogę.
- Przesuń się. Chcę wyjść.
Albinos złapał go za podbródek i przycisnął do jego warg swoje usta. Całował Viorela kilka chwil, ale Rumuna w ogóle to nie obeszło. Po prostu stał i pozwalał Gilbertowi na pocałunki.
- I po co ty to robisz…
- Nie wiem. Może…
Viorel pokręcił głową i przecisnął się obok Beilschmidta.
- Nic nie czułeś? – krzyknął za Rumunem. Petruscu zatrzymał się przy schodach, zamyślił się.
- Nie – odpowiedział po chwili. – Tylko wstyd – dodał po chwili.
A potem zszedł po schodach, hałasując suwakami walizki i walcząc z chęcią wrócenia do Prusaka.
I powiedzenia mu, że oprócz wstydu czuł jeszcze ogromną, wszechogarniającą przyjemność.
____________________________________________________
mam nadzieję, że się spodoba
PLĂCERE, 2
pairing: Prusy, Rumunia
Obudził się, ale nie otworzył oczu od razu. Zrobił to dopiero wtedy, kiedy próby ponownego zapadnięcia w sen nie powiodły się. Ziewnął, przekręcił się na plecy i wbił wzrok w sufit. Ból głowy, niedawno niemal w ogóle niewyczuwalny, znacznie się pogorszył i dawał o sobie znać pulsując w skroniach. Viorel ziewnął jeszcze raz i przekręcił głowę.
Na poduszce obok leżał nagi Gilbert.
Rumun zaklął z cicha, wyplątał nogi z kołdry i nóg albinosa i podniósł się z łóżka. Szeroko otworzył okno, szybko się ubrał i wyszedł z sypialni do salonu, naiwnie wierząc, że znajdzie coś do jedzenia. Rzecz jasna nie znalazł nic, oprócz napoczętej wczoraj whiskey, porozrzucanych papierów i brudnej kanapy. Przełknął ślinę, uśmiechnął się bezwiednie i wyszedł z pokoju.
Viorel nastawił czajnik we wspólnej kuchni i usiadł przy stole. Podparł głowę ręką i walczył z sennością. Wpół do szóstej. Rano. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz wstał przed ósmą. Ziewnął szeroko, zamlaskał.
- Nie wiedziałam, że wstajesz tak wcześnie.
Rumun otworzył oczy. Przed nim stała Elizaveta – rozczochrana, blada, z ironicznym wyrazem twarzy. Piękna. Na cienkim materiale koszuli nocnej wyraźnie odznaczały się stojące sutki, doskonale widoczne były również niemałe, okrągłe piersi. Koszula opinała ładną, stanowczo niepłaskie pośladki i okrągłe, zgrabne uda. Viorel przełknął ślinę.
- Bo nie wstaję. To sytuacja jednorazowa.
- Jęki z pokoju Francisa cię obudziły?
- Nie.
Podawanie przyczyny uznał za zbędne. Ona zresztą nie wyglądała na specjalnie zainteresowaną tematem.
Czajnik cichym pyknięciem poinformował o zagotowaniu się wody. Viorel podniósł się ciężko i zalał wrzątkiem podwójną ilość kawy, a następnie zdrowo ją posłodził i dodał ociupinę znalezionego w pokoju cukru waniliowego. Starał się nie dotykać stojącej obok dziewczyny; czuł, ze jeżeli to zrobi, serce rozwali mu klatkę piersiową. Szybko wziął duża filiżankę w dłonie i skierował się do wyjścia z kuchni.
- Viorel?
Stanął w progu, odwrócił się, spojrzał pytająco. Kiedy ostatni raz powiedział do niego po imieniu?
- Był u ciebie Gilbert?
- Nie – skłamał szybko z kamienną twarzą, chociaż zalała go nagle dziwna fala ciepła. – Na diabła miałby do mnie przychodzić?
- Po prostu myślałam… Nie, nieważne.
Rumun poczekał jeszcze chwilę, ale Elizaveta nic więcej nie powiedziała. Nie odwróciła się nawet.
Więc poszedł do siebie.
Zebrał papiery z podłogi i siorbnął trochę kawy z kubka. Syknął i zaklął, gdy sparzył sobie usta. Znalezionym w kieszeni spinaczem złączył kartki i położył je na stole, a następnie poszedł do sypialni. Trzeba się spakować.
Postawił kawę na parapecie, zamknął okno i spojrzał na trzęsącego się z zimna Gilberta. Troskliwie przykrył go kołdrą. Spod łóżka, brzęcząc suwakami, wyjął dużą torbę. Zaczął powoli znosić do niej ubrania i inne rzeczy, bezlitośnie stukając przy tym szufladami, skrzypiąc drzwiami od szafy i głośno siorbiąc kawę z kubka, mrucząc przy tym rumuńskie piosenki. Postanowił obudzić Gilberta i delikatnie dać mu do zrozumienia, żeby spadał.
- Długo jeszcze zamierzasz do kurwy nędzy tak hałasować?
W odpowiedzi Viorel głośno trzasnął szufladą. Prusak wymamrotał coś do siebie pod nosem i schował głowę pod poduszkę. Rumun zerknął na niego, a potem stanął na środku pokoju i rozejrzał się dookoła. Prawie wszystko spakowane, a jest dopiero 6.30. Niezły czas.
Położył się na łóżku i głośno westchnął, uśmiechając się. Gilbert prawie natychmiast zarzucił mu ramię na tors. Viorel przekręcił głowę i spojrzał na albinosa.
- Zdejmij ją ze mnie.
- Wcześnie jest – mruknął tamten, nie wiedząc czemu. – Zamknij się i śpij.
Viorel, po zastanowieniu, zamknął się i próbował zasnąć. Naprawdę próbował. Ale nie mógł.
- A… Aaa!
- Ćśśś! – syknął Gilbert, zasłaniając usta Viorela zimną dłonią. Nachylił się i pocałował go lekko w kark. – Zamknij się, wszystkich obudzisz.
- Mmm! Mhrmh se mummmrh! – mruknął Rumun i oderwał od siebie rękę albinosa. Odetchnął głośno i zacisnął zęby, żeby powstrzymać kolejną falę bólu. – Ktoś tu miał zamiar spaaa… A!
- Zamknij się, powiedziałem. Miał zamiar, ale zmienił zdanie.
- Bo naszła go ochota, żeby sobie ulżyć – odgryzł się Viorel i wtulił twarz w poduszkę, kiedy Prusak opadł na niego ciężko, dotykając biodrami pośladki Petruscu. Przez dłuższą chwilę w pokoju panowała względna cisza, zakłócana co jakiś czas tylko świszczącymi oddechami obu państw. Po dłuższej chwili Rumun zawiercił się.
- Złaź ze mnie.
- Nie. Wygodnie mi.
- Ale mi nie za bardzo. Zejdź.
Gilbert, mrucząc coś pod nosem po niemiecku, wyprostował łokcie, odklejając się od Viorela i szybko z niego wyszedł. Viorel stęknął krótko.
- S… sukinsyn z ciebie… – wystękał Rumun, z trudem przewracając się na plecy. Nagość przestała go żenować.
- Wiem – wyszczerzył zęby Gilbert i wciągnął na siebie spodnie.
Viorel spojrzał na zegar. 15.47. Do rozpoczęcia ostatniej, Bogu dzięki, obrady, zostało trzynaście minut. Po których nastąpią dwie godziny bezsensownego gadania o niczym, dodał w myślach. Znów nikt nikogo nie będzie słuchał, a problemy jak były nierozwiązane tak będą. W ogóle od dłuższego czasu te całe zjazdy przestały służyć rozwiązaniu kłopotów czy spięć na przeróżnych liniach, za to zaczęły przypominać przenośny burdel. Każdy z każdym, pełna dowolność, tylko wybierać. Viorel wcale by się nie zdziwił, gdyby niektórzy umawiali się z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem.
Petruscu westchnął i włożył między dokumenty kilka rozdziałów książki, które wydrukował z Internetu. Rozmiar taki sam, wielkość czcionki taka sama. Może nikt się nie zorientuje.
Zresztą, nie zorientowaliby się tak czy inaczej.
Rumun wyszedł z pokoju i szybko zszedł na dół, do sali konferencyjnej. Po drodze minął Elizavetę, która krzyczała na Gilberta po węgiersku i tłukła go plikiem kartek po głowie. Była odciągana od Prusaka przez Rodericha, ale z małym skutkiem. Z każdym kolejnym ciosem albinos próbował coś powiedzieć, ale zagłuszał go wysoki głos Węgierki. Viorel uśmiechnął się pod nosem.
Jakoś mu nie współczuł.
- … a ja jestem jak najbardziej za.
- Głos pana Beilschmidta nie został wzięty pod uwagę.
- Z jakiej to racji, Elka?! Ludwig, weź im cos powiedz!
Niemcy westchnął i zasłonił się gazetą. Prusy zmrużył oczy.
- Zdrajca – syknął i walnął dłońmi w stół. – Niech mi ktoś do powie, dlaczego ja do chuja ciężkiego bujam się po świecie na te zasrane konferencje, skoro i tak nikt mnie nie słucha?!
- W sumie racja – mruknęła nieśmiało Belgia, ale umilkła, zgromiona ciężkim spojrzeniem Holandii.
- Pan, panie Beilschmidt – powiedziała spokojnie Elizaveta, układając dokumenty – jeździ pan na konferencje jako Wschodnie Niemcy. A właściwie Berlin. Siłą rzeczy, jako przedstawiciel, de facto, nie kraju tylko miasta, nie ma pan w dyskusjach znaczącego głosu. Bo państwa, jak chyba nie muszę przypominać, pan nie posiada.
- Ale ja tu ciągle jestem, nie?!
Elizaveta posłała mu przeciągłe, flegmatyczne spojrzenie.
- I niestety – westchnęła, podnosząc się. – Obrady uznaję za zakończone. O następnym terminie i miejscu konferencji dowiecie się najpóźniej za miesiąc. Dziękuję i do zobaczenia.
- Suka!
Viorel uniósł głowę i spojrzał ze zdziwieniem na Prusaka.
- Nie pomyliłeś przypadkiem pokoi?
- Dlaczego mnie nie poparłeś? – spytał albinos, ignorując pytanie. Rumun wyprostował się i podparł pod boki.
- Niby dlaczego miałbym cię poprzeć, co? Bo mi wsadziłeś raz czy dwa? Bo się przespaliśmy?
Gilbert, ku zaskoczeniu Petruscu, milczał. Milczał i patrzył w ścianę, drapiąc się w przedramię.
- W porządku – Viorel kiwnął głową. – Może nawet bym ci pomógł. Gdybym tylko nie był ewentualnością od bólu głowy Elki, kto wie? Mógłbym się za tobą wstawić. A tak – wybacz.
Schylił się, wziął walizkę i podszedł do drzwi. Gilbert stanął w nich, zagradzając Rumunowi drogę.
- Przesuń się. Chcę wyjść.
Albinos złapał go za podbródek i przycisnął do jego warg swoje usta. Całował Viorela kilka chwil, ale Rumuna w ogóle to nie obeszło. Po prostu stał i pozwalał Gilbertowi na pocałunki.
- I po co ty to robisz…
- Nie wiem. Może…
Viorel pokręcił głową i przecisnął się obok Beilschmidta.
- Nic nie czułeś? – krzyknął za Rumunem. Petruscu zatrzymał się przy schodach, zamyślił się.
- Nie – odpowiedział po chwili. – Tylko wstyd – dodał po chwili.
A potem zszedł po schodach, hałasując suwakami walizki i walcząc z chęcią wrócenia do Prusaka.
I powiedzenia mu, że oprócz wstydu czuł jeszcze ogromną, wszechogarniającą przyjemność.
____________________________________________________
25.04.2012 o godz. 15:24









